środa, 21 listopada 2012

Pochodzimy z gwiazd

Dostałam fajnego linka od siory z filmikiem na youtube. Na filmie amerykański astrofizyk Neil deGrasse Tyson odpowiada na pytanie: Jaki jest najbardziej zadziwiający fakt o Wszechświecie? Bardzo fajnie zrobiony filmik wiec oglądajcie:

 

A poniżej szybkie tłumaczenie na polski.
 
Najbardziej zdumiewający fakt o wszechświecie.

Neil deGrasse Tyson: Najbardziej zdumiewający jest fakt, wiedza, że atomy, które tworzą życie na Ziemii, atomy, które tworzą ludzkie ciało są identyfikowalne w tyglach (gwiazdach) które przegotowały lekkie pierwiastki w cięższe w swoich rdzeniach pod wpływem ekstremalnych temperatur i ciśnień. Te gwiazdy, szczególnie gwiazdy o dużej masie stały się niestabilne w późniejszych latach, a następnie zapadły się i wybuchły rozrzucając swoje wzbogacone wnętrznośći po całej galaktyce. Wnętrzności złożone z tlenu, azotu, węgla i wszystkich podstawowych składników samego życia. Składniki te stały się częścią chmur gazu, które poprzez skraplnie, zapadnie się uformowały następne generacje systemów planetarnych, gwiazd z planetami krążącymi wokół nich, planety te teraz także posiadają składniki potrzebne do życia. Także kiedy patrzę w nocne niebo i wiem, że tak jesteśmy częścią tego wszechświata, że jesteśmy w tym wszechświecie, ale być może ważniejsze od obu tych faktów jest to, że wszechświat jest w nas. Kiedy zastanawiam się nad tym faktem, patrzę w górę, wiele osób odczuwa swoją małość, ponieważ ludzie są mali, a wszechświat jest duży, ale ja czuję się duży, bo moje atomy pochodzą z tych gwiazd, istnieje pewnien poziom łączności, spójności. To jest naprawdę to, co chcesz w życiu czuć,  chcesz mieć poczucie łącznośći, czyć się istotny, znaczący, chcesz poczuć się jak uczestnik tego co się dzieje, działań i wydarzeń wokół ciebie.

Fajna wypowiedź i filmik naprawdę dzisiaj mi przypasował, bo akurat czytałam publikacje na temat tego iż pasy planetoid w układach planetarnych mogą okazać się niezbedne dla rozwinięcia życia. Także filmik w 5! dzięki Wera! A o pasach planetoid w następnym poście.

poniedziałek, 5 listopada 2012

Całkowite zaćmienie Słońca 13 listopada

Krótka tylko informacja na temat nadchodzącego zaćmienia Słońca.

Wieczorem we wtorek 13 listopada będzie można obserwować na Ziemi kolejne zaćmienie Słońca. Zaćmienie nie będzie widoczne z Polski ale można je będzie oglądać "na żywo" w internecie. Bezpośrednia transmisja zacznie się o godzinie 21:30. Więcej informacji na tej stronie:

http://www.pl.eu-hou.net/index.php/wiadomoci-mainmenu-49/308-calkowite-zacmienie-slonca-z-gloria

Zachęcam do oglądania i wieczoru z zaćmieniem Słońca.

sobota, 27 października 2012

Komercjalne Morasko?

Wracam na bloga po wakacjach! 

Bardzo szczęśliwie się złożyło że w krótce po naszej przeprowadzce do Poznania odnaleziono 300 kg meteoryt na terenie rezerwatu Morasko. Chciałoby się powiedzieć że prznieśliśmy Poznaniowi szczęście ;) I to o tym to właśnie miejscu i meteorycie troszkę dzisiaj. Po pierwsze gratulacje dla odkrywców, po drugie strasznie się cieszę że mamy takie Morasko w Poznaniu :) 

Meteoryt to odłamek, pozostałość meteoroidu który przeszedł przez ziemską atmosferę, częściowo się w niej spadając, ale docierając na Ziemię. Częściowo coś już na ten temat pisałam przy okazji roju Perseidów w poprzednim poście.

Pierwszy meteoryt w okolicach rezerwatu Morasko znaleziono w roku 1914, a najwiekszy do tej pory w październiku 2012, czyli temat bardzo na czasie. Tutaj są pierwsze przecieki prasowe na ten temat, a oficjalny komunikat ma być wydany pod koniec miesiąca, także czekam z niecierpliwością.

Na razie wiadomość o nowym meteorycie zainspirowała nas do wycieczki w okolice rezerwatu. Polecam taką wycieczkę każdemu kto znajdzie się w okolicach Poznania. A poniżej parę fotek dla tych co do Poznania mają za daleko.

Do rezerwatu można dotrzeć autobusem miejskim linii 88. Autobus zatrzymuje się w starej wsi Morasko. Z pętli autobusowej spacerkiem do rezerwatu to około 600m. Nie będę ściemniać i od razu dodam że my podjechaliśmy samochodem :)


Na terenie rezerwatu znajdują się zagłebienia wypełnione wodą - najprawdopodobniej kratery uderzeniowe po spadku meteorytu (wg. informacji ze ścieżki dydaktycznej).

























Po krótkim spacerku w rezerwacie polecam wizytę w instutucie geologii. Instytut należy do UAM i posiada małą wystawkę na temat meteorytu Morasko.

Model kraterów z wystawki w instytucie geologii.













Przecięty jeden z meteorytów znaleziony na terenie rezerwatu Morasko.












Jest wiele ciekawych stronek na sieci na temat meteorytu Morasko i rezerwatu, także nie będę się rozpisywać, szczególnie że strony te stworzone są przez osoby dużo bardziej kompetętne w dziedzinie meteorytów :) Także ograniczę się do podania paru linków:


Jedyne co moge dodać od siebie to tyle że chętnie widziałabym to miejsce skomercjalizowane w podobny sposób jak krater w Arizonie.  Amerykanie obok krateru postawili multimedialne muzeum na temat pochodzenia meteorytów, planetoid, meteorów, meteorytów itp. a obok krateru zrobili ścieżkę dydaktyczną. Do tego w muzeum znajduję się małe kino w którym ogląda się filmiki popularno-naukowe. Bardzo fajne miejsce. Myśle że odpowiednia ilość materiału do takiego muzem znalazłaby się i w Poznaniu. Kto jest za? ręka do góry! :))))

czwartek, 13 września 2012

wakacje


Na czas wakacji zawieszam bloga astronomicznego :) Polecam za to sledzic nas na wakacyjnym rajdzie samochodow komunistycznych z Katowic do Grecji na blogu Ani:

http://www.krokodylteam.blogspot.com/

Mam nadzieje ze autko sie jakos dokula tam i spowrotem. Czytajcie nasze przygody na bierzaco na blogu Krokodyl Team. A jesli idzie o astronomie to ciesze sie bardzo z wstapienia Polski do ESA a reszta po powrocie z wakacji, no jak nas serbskie komary nie wykoncza ;)

piątek, 10 sierpnia 2012

Już niedługo czas obserwować Perseidy!

Tym razem bedzie bardzo krótko: szykujcie sie na Perseidy (rój meteorów) już w ten weekend!!!!
Czyli poprostu fajny pomysł na spędzenie letniego wieczoru/nocy oglądając niebo z darmowym pokazem fajerwerków ;).

Składanka 253 meteorów obserwowanych w 2007 roku.
Czym są Perseidy?
Perseidy to najbardzej znany rój meteorów (obserwowany już 2000 lat temu!). Meteory to potocznie tzw. spadające gwiazdy. W czasie maksimum Perseidów występuje nawet od 60 do 100 jasnych meteorów na godzinę. Deszcz/rój Perseidów można obserwować co roku mniej więcej od 23 lipca do 22 sierpnia. Maksimum przypada na 11, 12 sierpnia, czyli noc sobotnia i niedzielna w tym roku. 

Konstelacja Perseusza
A dokładniej w Polsce maksimum przypada w nocy z 11 na 12 w godzinach 23:00-4:30. Akurat tak się składa że Księżyc nie będzie zbytnio przeszkadzał (24% tarczy). Także bardzo dobre warunki do obserwacji.

Skąd nazwa Perseidy?
Nazwa roju pochodzi od gwiazdozbioru Perseusza, z której to meteory z tego roju zdają się wybiegać. A tak naprawdę jest to poprostu punkt perspektywistyczny. Coś w rodzaju jeśli patrzymy na szyny kolejowe to one również zdają się wybiegać z jednego punktu. W przypadku meterów ten punkt nazywa się radiantem.






Skąd tak naprawdę biorą się Perseidy?
Każdego roku Ziemia na swojej orbicie wokół Słońca natrafia na cząski pyłu oraz gruzu (tzw. meteoroidy) pozostawionego przez kometę Swift-Tuttle. Cząstki te spalają się podróżując przez atmostferę (meteory, spadające gwiazdy). Są na tyle małe że większość z nich rozpada się lub spala całkowicie. Od czasu do czasu niewielkie pozostałości kawałki docierają na powieszchnię Ziemii (tzw. meteoryty).




Jak obserwować?
Skoro maksimum przypada na weekend to polecam wylęgnąc na dachy, wszelkie górki i poobserwować, nie ma wymówek! Zaopatrzyć się w kocyk i termos z kawą. Nie potrzeba żadnego specjalistycznego sprzętu. Najlepiej wybrać miejscówkę z dala od świateł miejskich, ale jeśli nie ma takiej możliwości to można wybrać się np. do pobliskiego parku, byleby drzewa nie zasłaniały zbytnio widoku. Najlepiej patrzeć trochę od radiantu. Osobiście liczę że uda mi się zobaczyć co jaśniejsze meteory z centrum Paryża. Zobaczymy, niestety nie mam możliwości wyjazdu za miasto....

Także polecam, polecam, gorąco polecam oglądać meteory w ten weekend! Darmowy show na niebie!

poniedziałek, 23 lipca 2012

Wygrzebywanie archiwalnych obserwacji

Muszę się przyznać że ostatnio naprawdę nie chciało mi się pisać :) Po pierwsze stress i organizacja obrony rozprawy doktorskiej, po drugie projekt w Paryżu, po trzecie wakacje, i po czwarte wszechobecny leń :) Ale już się poprawiam, tym razem napiszę troszkę o użytyczności starych obserwacji wykonanych na kliszach fotograficznych. Temat związany z warsztatami w Paryżu, które przy okazji jeszcze przed obroną zaliczyłam.

W zamieszchłych czasach, (których osobiście nie pamiętam) obserwacje astronomiczne czy to przeznaczone do astrometrii (wyznaczenia położenia obiektów astronomicznych na sferze niebieskiej) czy fotometrii (wyznaczania jasności tych obiektów) czy nawet spektroskopii (obserwacje widma) wykonywało się na kliszach fotograficznych. Osobiście nigdy nie wykonałam tego typu obserwacji, ponieważ kiedy spotkałam się z astronomią obserwacje były już wykonywane przy użyciu CCD (ang. charge coupled device) czyli czegoś w rodzaju znacznie ulepszonej matrycy w aparacie cyfrowym. Kamery CCD używane są do dziś i w zasadzie stanowią podstawowy sprzęt astronomiczny. Kamery CCD maja wiele zalet, jedna z najważniejszych moim zdaniem jest cyfrowość! :) Ale zostawmy CCD i wróćmy do kliszy.
 

Planeta karłowata Pluton została odkryta przy pomocy obserwacji na kliszach fotograficznych.

A to ja przy wjeździe do obserwatorium Lowell'a.
Pierwszy raz klisze fotograficzne zastosowano w astronomii w latach 1850-tych (ostatnie klisze astronomiczne były wyprodukowane gdzieś w końcówce lat 1990-tych). Dzięki użyciu klisz udało się na przykład odkryć karłowatą planetę Pluton w obserwatorium  Lowell'a (Arizona, USA), a także wiele planetoid. W latach 1950-tych oraz 80-tych wykonano wielkie przeglądy nieba (Palomar Oschin Sky Survey), wykonując obserwacje przglądowe dużych części sfery niebieskiej. Właściwie wszystkie obserwatoria na świecie wykonywały obserwacje na kliszach fotograficznych. Większość z tych obserwacji nadal istnieje, stare klisze przechowywane są byćmoże gdzieś na strychach lub piwnicach obserwatoriów. I tutaj dochodzimy właśnie do sedna sprawy.

Poznieważ okazuje się że do detekcji pewnych powolnych procesów i zjawisk astronomicznych, wymagane są obserwacje wykonane na przestrzeni wielu lat a nawet wieków, czas więc wygrzebać stare klisze i zobaczyć co jeszcze da się z nich wycisnąć.

Archiwalny sprzęt do pomiarów klisz fotograficznych (obserwatorium Sydney).
Często okazuje się że nowe, dużo bardziej precyzyjne i dokładniejsze obserwacje wykonane w ciagu krótszego okresu czasu wnoszą mniej do poznania danego zjawiska astronomicznego niż stare, mniej prezycyjne i mniej dokładne obserwacje wykonane na przykład 50-60 lat temu. Problem z starymi obserwacjami jest taki że im dalej cofamy się w czasie, tym większe są błedy pomiarowe, niezbędne jest więc ponowne wymierzenie pozycji obiektów na kliszach.


Dlatego też rozpoczyna się szukanie i skanowanie (dla uzyskania wersji cyfrowej i lepszej dokładności pomiarowej :) ) starych klisz fotograficznych, które zawierają ciakawe informacje. Zasadniczo każda klisza zawiera jakieś informacje, ale okazuje się że starych klisz fotograficznych jest tak wiele, że w pierwszej kolejności skanuje się te które byćmoże pomogą w rozwikłaniu jakiś konkretnych problemów.
Skaner starych kliszy fotograficznych wersja Belgijska.

Jeden z najciekawszych skanerów oraz biblioteka klisz znajduje się w królewskim obserwatorium w Belgii. Skaner nazywa się DAMIAN i znajduję się w pomieszczeniu w którym utrzymuje się stałą temperaturę. Ogólnie przedstawiony sprzęt, proces redukcji i pomiaru wyglądał na bardzo zaawansowany technologicznie. Dla porównania rosjanie przedstawili referat gdzie jako skanera użyto aparatu fotograficznego ;) Oczywiście uzyskując zdecydowanie mniejszą dokładność, ale i tak ulepszając pomiary w porównaniu z oryginalnymi. Ogólnie rzecz biorąc ciekawy temat i ciekawe co ludziska potrafią z tych kliszy wyciągnąć.






I na koniec bonus a nawet dwa:

Pierwszy to filmik ilustrujący odkrywanie planetoid od roku 1980 (czyli prawie końcówka klisz fotograficznych) do roku 2010. Video zostało wykonane przez Scott Manley'a z observatorium Armagh. W rogu pokazany jest czas. Nowo okryte planetoidy podświetlają się na biało po czym przechodzą w inne kolory w zależnośći od rodzaju orbity. Na czerwono pokazane są planetoidy przecinające orbitę Ziemii, na żółto zbliżające się do Ziemii, a na zielono wszystkie inne. W środku mamy oczywiście Słońce, zaznaczone są też orbity planet. Warto zauważyć że najwięcej planetoid odkrywanych jest z Ziemii w kierunku przeciwnym do Słońca (spójrz na pozycję Ziemii oraz zaznaczonych na biało nowo odkrywanych planetoid). 



 I bonus numer 2: Fotka z kapeluszem doktorskim i mieczem :)

















sobota, 30 czerwca 2012

Obrona rozprawy doktorskiej w Finlandii

No to do rzeczy :) w końcu ukończyłam i obroniłam moją rozprawę doktorską. Załęło mi to prawie 5 lat w ciągu których sporo podróżowałam. Podróżowanie zaczęło się właściwie już wcześniej, ale o tym może innym razem. W czasie trwania moich studiów doktorandzkich mieszkałam w 4 rożnych krajach (włączając Finlandię, Stany Zjednoczone, Hiszpanię oraz Francję), co razem z wcześniejszymi przygodami daje 6 krajów nie licząc Polski w ciągu 8 lat. Najwięcej czasu i z największym sentymentem będę napewno wspominać kraje skandynawskie (gdzie przebywałam najdłużej) oraz USA.

Dzięki wyjazdom na konferencje, warsztaty, oraz inne spotkania udało mi się też zwiedzić sporą część Europy i świata, włączając 5 różnych kontynentów. Ale dosyć z tymi przechwałkami czas opisać jak wyglądała sama obrona.

Żeby obronić doktorat w Finlandii należy:
1. opublikować minimum 3 artykuły (jako pierwszy autor) w międzynarodowych czasopismach, moja rozprawa zawierała 5 artykułów,
2. uzyskać 60 punktów ECTS na wybranych kursach dla doktorantów,
3. napisać i obronić rozprawę doktorską, sama rozprawa składa się z artykułów (patrz punkt 1) oraz wstępu do pracy. Praca musi być zaakceptowana przez dwóch recenzentów. Wszystkie prace dostępne są przez system e-thesis online, moją też można tam odnaleźć.

Sama obrona może trwać do 6-ciu godzin, moja trwała prawie 3 godziny, co i tak było morderczo długo :) przynajmniej dla mnie. A pokolei wygląda to mniejwięcej tak

Cisza przed burzą na wydziale fizyki.













Tytuł mojej pracy to "Asteroid astrometric and photometric studies using Markov chain Monte Carlo methods", czyli generalnie coś w rodzaju "Astrometryczne i fotometryczne badania planetoid przy użyciu metod Monte Carlo łańcuchów Markova".










Wszystko odbywa się bardzo formalnie, włączając określone zdania do wypowiedzenia przez określone osoby oraz wstawanie/siadanie w odpowiednich momentach. Po rozpoczęciu rozprawy przez kustosza nastepuje najpierw 20 minutowa prezentacja wykonanych badań.
 Po prezentacji tzw. oponent (po lewej) najpierw wygłasza krótkie oświadczenie wyjaśniające czego dotyczyła praca i co zostało zrobione. Następnie przechodzi do bardziej szczegółowych pytań. Moim oponentem był prof. Gonzalo Tancredi z Urugwaju, który specjalnie na tą okazję przyleciał do Helsinek. Oponentem może być tylko osoba nie związana (przez publikacje lub wspólne projekty) z kandydatem na doktora.






No i tak mnie grilował przez 2 godziny gdzie musiałam odpowiadać na różnego typu pytania od bardzo ogólnych dotyczących ogólnych wiadomości na temat planetologii do bardziej szczegółowych dotyczących moich własnych publikacji i uzasadniających co, jak i dlaczego właśnie tak zostało zrobione. W części ogólnej było bardzo dużo pytań z obiektów transneptunowych którymi właściwie się nie zajmowałam ale są one ulubionym tematem oponenta.

Ostatnie oświadczenie oponenta, gdzie rekomenduje zaakceptowanie pracy doktorskiej przez komisje egzaminacyjna.












No i co ja tu dalej miałam mówić? trzeba było spojrzeć na kartkę z instrukcją obsługi A no tak, zapytać czy ktoś z obecnych na sali ma jakieś dodatkowe pytania lub komentarze. Zazwyczaj nikt nie ma. Z reszta po 3 godzinach siedzenia na sali każdy tylko marzy o tym żeby to już się skończyło. Dodatkowo jeśli ktoś nie zgadza się z przedstawionymi badaniami nie pisana umowa mówi że tego typu osoba nie powinna się pojawić na uroczystościach i świętowaniu po obronie, więc raczej nikt sie specjalnie nie wyrywa z komentarzami :)

Jeśli nie było pytań (a nie było) to kustosz kończy rozprawę i wychodzimy na zewnatrz, ciekawe jest to że nie bije się braw w żadnym momencie. Zapomniałam jeszcze dodać że jest określony porządek wchodzenia i wychodzenia z sali. Na początku kandydat na doktora, później kustosz a na końcu oponent. Główna rolą kustosza jest poprowadzenie obrony i w razie potrzeby rozdzielenie oponenta i kandydata gdyby doszło do rękoczynów. To wywodzi się z czasów zamierzchłych, gdzie kustosz nawet posiadał miecz do rozdzielenia oponenta i kandydata na tytuł doktora.

Tutaj już zbieram gratulacje i kwiaty.
 Po obronie kawa i ciasto dla wszystkich którzy zjawili sie na obronie.

 Od lewej ja, pożniej oponent, szef jednostki geofizyki i astronomi oraz kustosz.













Wygłodniali studenci w kolejce po ciasto :)
Wieczorem odbywa się uroczystka kolacja tak zwana Karonkka (nazwa ma zwiazek z słowem ukoronowanie). Kolacja wydawana jest na cześć oponenta. I tutaj też jest bardzo oficjalnie włączając przemówienia i wznoszenie toastów. Ciekawostką jest to że dzień po obronie i karonce dowiedziałam się że w tej samej restauracji, w tym samym czasie przebywała podobno Pani Hillary Clinton.
 Z zadowolonymi rodzicami, którzy na tą okację zawitali do Helsinek, z czego bardzo się ucieszyłam!

 No i ostatnia fotka po Karonce, przed fontanną Havis Amanda w centrum Helsinek.

Po obronie i uzyskaniu tutułu doktora przysługuje mi kapelusz z emblematem Uniwersytetu Hesińskiego a także....
















miecz, który wygląda jak po lewej. Po oficjalnej ceromoni, która odbywa się raz na 4 lata jestem uprawniona do noszenia kapelusza oraz miecza :)
Następna ceremonia chyba za rok, więc będzie trzeba wrócić do Helsinek na tą okazje :)

Ogólnie rzec biorąc byłam bardzo zestresowana przed samą obrona i w trakcie mojej prezentacji, ale potem już mi ciśnienie lekko zeszło przy zadawaniu pytań :) To ciśnienie właściwie schodziło do kilku dni po obronie :) Muszę przyznać że parę ostatnich miesięcy, a właściwie cały ostatni rok był dla mnie naprawdę trudny pod wieloma względami, organizacyjnie (3 przeprowadzki, Helsinki, Wyspy Kanaryskie oraz Paryż), oraz naukowo (uczenie się nowych instrumentów dla obsługi nordyckiego teleskopu optycznego, nowy projekt w Paryżu oraz kończenie pracy w tym samym czasie). Z drugiej strony jestem wdzięczna za wszystkie okazje i możliwości, które mam nadzieję dobrze wykorzystałam.

Dziękuję wszystkim którzy trzymali za mnie kciuki!