niedziela, 6 maja 2012

Paryski kontra Greewich południk zerowy

Obserwatorium astronomicze w Paryżu.
No to jestem w Paryżu. Stresu wielkiego związanego z przeprowadzką nie było, głównie dlatego że Obserwatorium Paryskie i część jego pracowników była mi dobrze znana przed przyjazdem. Pierwsze dni minęły więc zupełnie na luzie, także dzięki Reginie która pomogła mi z sprawami praktycznymi - wielkie dzięki! Korzystając z pierwszej okazji przeszłam się po zabytkowym obserwatorium, zasadniczo po to żeby sfotografować wieżę Eiffla z dachu głównego budynku. Spacerując w stronę tego budynku zwrócono mi uwagą na medalion Arago i przypomniała mi się dawno już zapomniana historia Paryskiego zerowego południka. Poszperałam, popytałam i doczytałam troszkę i wychodzi na to że jest to w sumie historia bardzo ciekawa.

Południk w Greewich (Londyn), każdy pewnie kojarzy. W 1884 południk Greenwich został wybrany (w drodze głosowania) przez międzynarodową społeczność południkiem zerowym, czyli południkiem odniesienia dla kreślenia map i nawigacji morskiej (z południkiem zerowym związane są też strefy czasowe). W głosowaniu tym wzięło udział 25 narodów. 22 głosowały na tak, Francja wstrzymała się od głosu, ze względu na ich własny południk zerowy, w Paryżu, który konkurował z tym w Greenwich. Południk Paryski został wyznaczony trochę wcześniej od tego w Greenwich. Greenwich został jednak przegłosowany głównie przez to że był częściej używany i akceptowany przez większą część społeczności (duże znaczenie miały tu kolonie brytyjskie i stany). Francuzi nie pogodzeni z wynikami głosowania przez wieki nadal używali południka w Paryżu jako południk odniesienia dla map (podobno niektórzy nadal go używają :) ).

Ogólny wniosek jest taki, że gdyby nie angielska kolonizacja, południk zerowy byłby w Paryżu :)

Paryskie Obserwatorium (XVIII wiek).
Historia powstania samego Paryskiego obserwatorium też wiąże się z południkiem. W 1666 Louis XIV zatwierdził budowę obserwatorium Paryskiego 20 stopni od południka Ferro (wcześniej używano południka Ferro jako południk odniesienia, południk Ferro znajduję się na wyspie El Hierro w archipelagu wysp kanaryskich! :) czyli wcale nie tak daleko od La Palmy). Później obliczono że Paryskie obserwatorium znajduje się tak naprawdę 20° 23' 9" na wschód od południka Ferro. Ponieważ jednak Paryż miał być punktem odniesienia, definicja południka Ferro pozostała: 20 stopni od Paryża. Trochę później Francois Arago wyznaczył południk Paryski z jeszcze większą precyzją. I właśnie na jego cześć wykonano 135 medalionów z bronzu z jego nazwiskiem i umieszczono na uzgodnionej lini południka przechodzącego przez Paryż. Jeden z tych medalionów znajduje się tuż przed obserwatorium. Pozostałe można odnaleźć spacerująć wzdłuż południka z jednego końca miasta na drugi. Jeden z medalionów również znajduje się przed muzeum Louvre. Także jakby ktoś w te okolice zglądał to szukać medalionu.

Jeden z medalionów Arago.
A skad wogóle wzięło się to całe zamieszanie z południkami? A to jak zwykle, czyli potrzeba matką wynalazku. Nawigacja na lądzie w tych czasach była raczej łatwa, jeśli natomiast chodzi o nawigację na morzu, to tu zaczynały się schody. Wyznaczanie szegokości geograficznej polegało na obserwacji wysokośći górowania Słońca. Wyznaczanie długości było natomiast bardziej skomplikowane i dokładne metody wyznaczania długości poprostu nie istniały. W konsekwencji prowadziło to często do błędnego wyznaczania pozycji na morzu, czyli pływania prawie na ślepo, a co za tym idzie często mijania się z celem podróży, wydłużania czasu trwania podróży (przy ograniczonych zapasach żywieniowych) a w najgorszych wypadkach do rozbicia statku o skały. Stworzenie obserwatorium w Paryżu było więc poprostu inwestycją w przyszłość i próbą ulepszenia nawigacji morskiej. Z resztą francuzi nie byli jedynymi w tym czasie którzy próbowali ulepszyć nawigację morską. Między innymi władcy Hiszpanii, Holandii oraz Anglii wyznaczyli wysokie nagrody za odkrycie praktycznej i dokładnej metody obliczania długości geograficznej na morzu. Do wyznaczania długości geograficznej na morzu potrzebny był czas lokalny oraz czas odniesienia (jakiegokolwiek miejsca ze znaną długością geograficzną). Normalne było więc że na każdym statku były dwa zegary, jeden wskazujący czas południka odniesienia a drugi czas lokalny statku. Zegar wskazujący czas lokalny musiałbyć codziennie przestawiany w momencie górowania Słońca (czyli w samo południe).  Różnica między czasem lokalnym a odniesienia daje nam rożnice w długości geograficznej. Jeden pełen obrót Ziemii (360 stopni) to około 24 godziny. Jedna godzina to 1/24 pełnego obrotu czyli jakieś 15 stopni.

Problem polegał na tym że wiele czynników (takich jak zmiana temperatury czy ciśnienia) wpływało znacząco na zegary produkowane w tamtych czasach, podując ich przyspieszenie lub zwolnienie. Zegar z czasem południka odniesienia często pokazywał więc zły czas, a co za tym idzie prowadził do błędów w obliczaniu długości. Problem tez został rozwiązany przez Johna Harrisona który wynalazł pierwszy dokładny zegar który mogł być używany na statkach i zgarnął przy tej okazji 20 tysięcy funtów (jakies 3 miliony funtów w przeliczeniu na dzisiaj według wikipedii). Trzeba dodać że John nie był astronomem, tylko zwykłym cieślą. Do tego na przykład Issac Newton był przekonany że wynalezienie takiego zegaru jest niemożliwe. No ale jednak się udało, zacytuję więc na koniec "jeśli coś jest niemożliwe, to trzeba znaleźć kogoś kto o tym nie wie -przyjdzie i to zrobi!"

A tutaj  jest mapa z lokalizacją wszystkich medalionów, także można wklepać w GPS i przejść się tym szlakiem.

środa, 2 maja 2012

"Iron sky" moim okiem

Tydzień w Helsinkach przed przeprowadzką do Paryża, no i jak tu nie zobaczyć nowego fińskiego produktu eksportowego. Czyli po telefonach Nokia i grze "angry birds", nadszedł czas na film science fiction. Produkcja zatutułowana jest "Iron sky" i opowiada historię nazistów którzy po zakończeniu wojny zaszyli się na Księżycu (a dokładniej po jego ciemnej stronie) przeczekując na dobry moment żeby ponownie zaatakować i zdobyć całą Ziemię. 70 lat w izolacji i braku dostępu do nowości nie sprzyja rozwojowi technologicznemu. Nazistowskie statki kosmiczne oraz baza na Księżycu wyglądają jak wyjęte z lat 40/50. Nie jest to steam punk, ale jakoś tak mi się kojarzy :) Zwiastun filmowy ponizej.



Generalnie ciekawy pomysł i świetna lekka komedia (przestaje wątpić w to że Finowie mają poczucie humoru). Poza około 1,5 godziny śmiechu są też malutkie naukowe wtopy typowe dla filmów s-f.

Po pierwsze nie realne sceny batalistyczne w przestrzeni kosmicznej. Dwie najbardziej popularne wtopy, czyli dźwięk w próżni (dźwięk nie ma jak się rozprzestrzeniać w próźni) oraz ekspozje z płomieniami w próżni (do tego typu eksplozji potrzebny jest tlen) możemy znaleźć także w filmie Iron Sky. Ale są też przykłady poprawne - scena w której astronauta James Washington otwiera właz wylotowy i prawie umieraja wraz z nazistowską nauczycielką Renate Richter jest bardzo dobrze zrobiona. Wyciszenie dźwięku, reakcja organizmu oraz "zasysanie" na zewnątrz zrobione tak jak powinno być.

Kolejna wtopa to grawitacja. Na statkach kosmicznych i to po obu stronach nazistowskiej i UN (np. podróż Klausa Adlera z Ziemii na Księżyc albo Vivian Wagner na pokładzie amerykańskiego statku) nie ma stanu nieważkości. Sceny na Księżycu też nie są pod tym względem zbyt przekonujące. Pojazdy oraz osoby poruszają się jakby grawitacja Księżyca była taka sama jak Ziemii. Dodatkowo wpływ mniejszej grawitacji na organizm człowieka nie został przedstawiony. Po 70 latach na Księżycu kości oraz mięśnie musiały to odczuć. Z jednej jednak strony ten aspekt mogłby zostać w jakiś sposób wytłumaczony przez opanowanie technologii niezbędnych do wytworzenia sztucznej grawitacji przez obie strony, podobnie z dostarczaniem lub produkowaniem powietrza na bazie Księżycowej.

Sam czas podróży Księżyc - Ziemia wydaje się dość realny. Misji Apollo 11 zajęło to prawie 3 dni i 4 godziny i 3 dni na powrót (rok 1969). Apollo 13 podróżował na orbitę wokól Księżyca i spowrotem na Ziemię prawie 6 dni (rok 1970). W 2006 misji New Horizon podróż na Księżyc zajęła trochę ponad 8,5 godziny. 

Po trzecie nie chce mi się wierzyć że ze zniszczonej bazy na Księżycu nie wyciekła atmosfera! :)

Ale ogólnie zachęcam do oglądania, szczególnie jeśli macie jakieś pojęcie na temat fińskiej mentalności i poczuciu humoru. Osobiście mój ulubiony kawałek tego filmu to moment w którym amerykańska pani prezydent pyta kto nie uzbroił swoich satelitów? :) Zgadnijcie kto!

czwartek, 26 kwietnia 2012

Wydobywanie surowców z planetoid - fikcja czy szansa?

Astronomia (a w tym planetologia) należy do tak zwanych nauk podstawowych. Nauki podstawowe nastawione są na zdobywanie fundamentalnej wiedzy a nie na rozwój technologiczny czy praktyczne zastosowania uzyskanej wiedzy. Jak się jednak okazuje na przykład badania planetoid mogą mieć bardzo realy wpływ na nasze życie. 

Po pierwsze badania dynamiki planetoid pokazały że niektóre z planetoid bliskich Ziemii mają nie zerowe prawdopodobieństwo zderzenia z Ziemią.  Nie da się ukryć iż tego typu zagrożenie może mieć dość bezpośredni wpływ na przyszłość nawet całej rasy ludzkiej. Spokojnie, od razu dodaje, że w chwili obecnej nic nam nie grozi!

Po drugie badania fizyczne planetoid wykazały iż niektóre z tych obiektów posiadają złoża i surowce ważne dla eksploracji przestrzeni kosmicznej ale także dla rozwoju naszego przemysłu i technologii. W szczególności niektóre planetoidy są bogate w cenne metale, takie jak złoto, platyna, iryd, osm, rod czy ruten. Wiele z nich to złoża dużo bogatsze od nalepszych rud na Ziemii (niektóre posiadają złoża metali nawet do 100 ppm, co stanowi 10-20 razy większą zawartość metali niż w najbogatszych rudach na Ziemii). Panie i panowie z NASA obliczyli że pas główny planetoid posiada złoża surowców warte okolo 100 bilionów dolarów na każdego człowieka na Ziemii (a jest nas około 6 bilionów). Na przykład planetoida Psyhe zawiera 10 do potęgi 20-stej kg niklu, co jak sugeruje NASA powinno wystarczyć całej ludzkości na kilka milionów lat! Także zasoby są i to dość spore. Zasoby te mogłyby zostać wykorzystane na przykład kiedy złoża na Ziemii zostaną juz wyekplatowane (co jak sugerują agencje rządowe w zasadzie mogłoby nastąpić nawet za jakieś 60 lat).

Innym ważnym surowcem dostępnym na planetoidach jest woda (w postaci lodu!). Woda jest podstawowym elementem niezbędnym dla życia. Ta zawarta w planetoidach mogłaby okazać się bardzo przydatna przy uzupełnianiu zapasów dla misji podobnych do na przykład międzynarodowej stacji kosmicznej albo przy kolonizacji Księżyca. Woda jest często również niezbędna w przemyśle. W Układzie Słonecznym woda jest jednym z głównych składników wielu komet. Wiele z planetoid tak zwanych trojańczyków Jowisza również jest podejrzewane o posiadanie wody. Także pytanie o to czy lód ten nadaje się do drinków typu gin & tonic może już nawet nie wydawać się tak absurdalne ;)

Do niedawna wydobywaniem surowców z planetoid zainteresowane były tylko agencje kosmiczne takie jak amerykańska NASA czy europejska ESA. Wczoraj jednakże firma nazwana Planetary Resources (w wolnym tłumaczeniu Zasoby Planetarne) ogłosiła rozpoczęcie działalności nastawionej na eksploracje planetoid pod względem ich zasobów naturanlych. Założycie to Larry Page, Eric Schmidt, James Cameron, and Ross Perot Jr., co oznacza ogromny kapitał.

Na chwile obecną plany te wydają się bardzo ambite, a niektórzy naukowcy sugerują nawet że nie realne. Rzeczywiście wygląda to trochę jak fikcja naukowa. Opłacalność takiego przedsięwzięcia jest pod znakiem zapytania. Budowa i wysłanie misji kosmicznych wiąże się z astronomicznymi kosztami, które na chwile obecną przekraczałyby wartość materiału który możemy przywieź na Ziemię. Trzebaby więc najpierw znacznie obniżyć koszty misji kosmicznych (takie tanie line, tyle że kosmiczne ;)). Oczywiście istnieje też opcja sprowadzania tych materiałów na niskie orbity (lub orbity wokól innych planet i księżycy) i wykorzystania ich już w przestrzenii kosmicznej.

Technicznie obie te opcje są bardzo skomplikowane. Po pierwsze planetoidy są dosyć małe (największa planetoida - Ceres ma około 1000 km średnicy), co oznacza niską grawitacje i bardzo utrudnia lądowanie. Z drugiej strony oznacza to że przemieszczanie wydobytych materiałów (w środowisku mikro grawitacji) powinno być ułatwione. W pierwszej kolejności celem na pewno będą tak zwane planetoidy bliskie Ziemii (ang. Near Earth Asteroids, w skrócie NEA), ze względu na bliskość. Szczególnie interesujące są obiekty z niską prędkością względną, co znacznie ułatwia lądowanie i transport.

Po drugie znane nam metody wydobywania surowców na Ziemii musiałyby zostać dostosowane do środowiska planetoid. Złoża na niektórych planetoidach mogą być schowane głęboko pod powieszchnią co może dodatkowo utrudniać ich wydobycie. Dyskusje na temat metod wydobycia z resztą toczą się nie od dziś. Górnictwo odkrywkowe, wydobycie wał, magnetyczne grabienie, ogrzewanie, co byłoby najlepsze? Wysyłać górników czy maszyny? ;) W każdym razie wygląda na to że górnictwo ma przyszłość :)
Po trzecie przetworzenie surowych materiałów w użyteczne (np. paliwo) w przestrzeni kosmicznej może również okazać się technicznie problematyczne (dostępność wszystkich niezbędnych surowców oraz energii). Jeśli jednak by się to udało, koszty misji kosmicznych byłyby drastycznie zmniejszone. Każdy kilogram wysłany na orbitę to ogromne koszty, gdyby tankowanie odbywało się na orbicie ilość kilogramów do wysłania i koszty by zmalały.

Po czwarte nie posiadamy regulacji prawnych dotyczących planetoid. Do kogo one należą? Kto może wydobywać surowce mineralne? Na jakiej zasadzie miałoby to działać? Kto pierwszy ten lepszy? Kto pierwszy wbije słupek z flagą? Czy jak za czasów kolonializmu? Czy może odkrywcy mają pierszeństwo? A może osoby które zidentyfikowały zawartość surowców?

Pytań jest wiele. Mnie osobiście podoba się to iż temat ten został otwarty, nawet jeśli brzmi jak totalne science fiction. 

 

Dodatkowo przy eksploracji planetoid na pewno dowiemy się wielu nowych rzeczy na temat ich powstania, powstania Układu Słonecznego, jego ewolucji, byćmoże odpowiemy sobie na pytanie transportu wody na Ziemię i wiele innych. Fazą pierwszą eksloracji bowiem muszą być badania właściwości fizycznych i poszukiwanie planetoid na których interesujące nas surowce są dostępne.

Byćmoże także próbki planetoid zostaną przywiezione na Ziemię i udostępnione do badań laboratoryjnych. W chwili obecnej nie posiadamy zbyt wiele próbek. Są oczywiście meteoryty, ale te mogły zostać zmodyfikowane podróżując z planetoidy macierzystej na Ziemię, no i oczywiście przechodząc przez atmosferę oraz spędzając czas na powieszni przed odnalezieniem. Drobne ziarna regolitu (zwietrzałej skały na powieszchnii małych ciał Układu Słonecznego) zostały przywiezione z planetoidy Itokawa przez japońskiego satelitę Hayabusa. Misja Marco-Polo (wspólny projekt Europejskiej Agencji Kosmicznej ESA oraz Japońskiej Agencji Kosmicznej JAXA) ma przywieź kilka gramów materiału z którejś z planetoid bliskich Ziemii. Na obie te misje wydano/wydane zostanie setki milionów euro. Firma Planetary Resources na pewno planuje dostawę większej ilości materiału niż kilka gram. Ażeby koszty się zwróciły koszt wysyłania misji musi być drastycznie zmniejszony.

Nie mogę się już doczekać na rozwój sytuacji :)

Spot reklamowy firmy Planetary Resources (w języku angielskim) poniżej.




piątek, 30 marca 2012

Historie prosto z astronomicznej linii frontu

No to jestem znowu na pierwszej linii astronomicznego frontu, czyli tu gdzie wszystko się zaczyna - znaczy się moja zmiana przy teleskopie, wykonuje obserwacje w trybie serwisowym dzisiaj. Kamera CCD schłodzona ciekłym azotem, filtry i gryzmy pozmieniane i wyrównane. Pierwsze ramki do reducji tzw. biasy zrobione. Czekam na zachód Słońca.

Jeden z gryzmów
 Tak przy okazji to gryzm (ang. grism) to połączenie siatki dyfrakcyjnej z pryzmatem. Polski odpowiednik tego słowa musieliśmy ostatnio wymyślić w trakcie tłumaczenia mojego wniosku grantowego na język polski :) Przy tłumaczeniu na Polski zawsze jest zabawa, bo albo nie ma polskiego odpowiednika albo nie wiem jak to przetłumaczyć żeby brzmiało sensownie. Na przykład wyszło mi "kandydat widmowy" z ang. "spectral candidate" albo ang. "...went though a number of collisions exposing their cores" przetłumaczyłam na "...doświadczyły kolizji obnażających ich jądra" Ah te dylematy językowe...



Sąsiedzi i NOT na samym szczycie.
Jeszcze parenaście minut i mogę zacząć otwierać wszystkie klapy. Pisząc to czuję się jak w rosyjskim metrze w Petersburgu lub na rosyjskiej stacji kosmicznej z filmu typu SF :). Dzisiaj siedzę tutaj zupełnie sama. Plus jest taki że mogę puścić swoją muzę naknajgłośniej jak tylko chce, sąsiedzi nie będą narzekać :) Najbliższy budynek oddalony jest o jakiś kilometr. Wszyscy obserwatorzy siedzą na fejsie i moge sobie pogadać z obsługą innych teleskopów (fizycznie najbliżej chyba siedzą włosi, później hiszpanie i angole, a po nich cała reszta). Od czasu do czasu wymieniami się informacjami o prognozie pogody, obecnych warunkach atmosferycznych, albo usterkach teleskopów. Oczywiście wszystkie problemy oraz usterki mechaniczne, elektroniczne itp. są później doskonałym argumentem w dyskusjach przy piwie pod tytułem który to teleskop jest najlepszy i która ekipa robi tu najlepszą robote (oczywiście bezdyskusyjnie wiadomo że NOT :) ). Mimo świadomości ze istnieje życie po za kopułą NOT, przy innych teleskopach nawet niedaleko, zawsze ma się  jednak wrażenie że jest się samemu na pustkowiu. Minus tego jest taki że schodząc nocą do budynku serwisowego wyobraźnia (przynajmniej moja wybujała) ostro pracuje. Teren obserwatorium jest dostępny dla każdego z samochodem i słyszało się historie o zagubionych niemieckich turystach lub hipisach dobijających się do budynku serwisowego lub teleskopu :)

Swoją drogą jakiś miesiąc czy dwa temu wracając z obserwacji podrzuciłam grupę hipisów do Santa Cruz. Było około 16 a może 17 wieczorem kiedy zaczęłam wracać do Santa Cruz, zostałam dłużej bo pomagałam koledze wymienić filtry przed jego zmianą. Patrze 3 chłopaków łapie stopa, wyglądają w miarę normalnie, robi się się późno, na piechotę na pewno nie dojszliby do żadnego pobliskiego miasteczka przed zmrokiem. Myśle sobie co mi tam, podwiozę ich. Zatrzymałam się, kiedy wsiedli po samochodzie rozniósł się niesamowity smród. Głupio mi było powiedzieć śmierdzicie - wysiadać! Do tego robiło się naprawdę późno jak na zejście do jakiejkolwiek wioski, więc pomyślałam dobra jakoś dam rade. Otworzyłam wszystkie okna i jedziemy. Okazało się że jeden z nich jest z Chile, a dwóch pozostałych z Holandii, pracują na jakieś eko farmie na La Palmie. Rozumiem że mydła nie chcą używać, ale może chociaż wodą?? No nie ważne. Dopytują się czym ja się zajmuję, no to mówię że pracuję na jednym z teleskopów, no i zaczęło się.... zaczęli wyciągać historie typu piramidy i kanały irygacyjne na Marsie, twarze na Księżycu i drzewach, rząd (tylko który? :) ) na pewno coś przed nami ukrywa, bo na google sky view jest ciemna plama i tam na pewno jest dodatkowa planeta, ale rząd nie chce nas o tym poinformować i tak dalej. Więc jak do tej pory dawałam radę z smrodem to w momencie kiedy zaczęli mi opowiadać takie totalne bzdety naprawde miałam ochotę zatrzymać się z piskiem opon i powiedzieć bardzo brzydko "wypi.." :P ale tego nie zrobiłam bo jestem dobrze wychowana. Dowiozłam ich do portu i tyle. Wniosek na przyszłość: Żadnych więcej brudnych hipisów w moim samochodzie!

Dobra czas otwierać. Cały zestaw ślepych ofsetów supernowych na dzisiaj mam do zrobienia. Później dopiszę jak poszło (i co się zepsuło na teleskopach ING albo WHT ;)).

Zachód Słońca - czas zabrać się za obserwacje!
Poszło całkiem nieźle. Jeden ToO (ang. target of opportunity) czyli jak by to znowu na polski przetłumaczyć? Obiekt szansy? obiekt okazjonalny? Poza zaplanowanymi obserwacjami może się zdażyć że osoba na zmianie przy teleskopie dostanie maila z żądaniem wykonania obserwacji ToO czyli obiektu lub obiektów szansy, to znaczy takich które np. można obserwować tylko w danym momencie, lub na przykład obiekty które przechodzą jakieś zmiany wymagające pilnych obserwacji. Do ToO zalicza się na przykład obiekty które były wcześniej zidentyfikowane (np. nowa karłowata, rentgenowskie układy podwójne) oraz takie które nie były wcześniej zidentyfikowane i wymagają natychmiastowej obserwacji (np. nowe, supernowe, błyski gamma). Na NOT to głównie supernowe. Taka sieć szybkiego reagowania, ToO mają zawsze wyższy priorytet od obserwacji zaplanowanych. Przerywa się cokolwiek robiło się wcześniej i kieruje się teleskop na ToO. Mi trafiła się wczoraj supernowa, czyli do zestawu z pozostałymi obserwacjami które miałam do wykonania wpasowała się idealnie. Wykonywałam spektroskopie oraz fotometrię. Trudność w wykonaniu spektroskopii polegała na tym że trzeba było umieścić i supernową i centrum galaktyki w tym samym czasie w szczelinie do spektografii. Do tego supernowe były tak słabe że nie było ich widać na ekspozycjach (dlatego trzeba było używać ślepych ofsetów). Troche zabawy z sprawdzaniem kątów rotacji oraz ofsetów i udało się! Cały zestaw wykonany i do tego dwie zapasowe galaktyki! :) Poniżej pare zrzutów z ekranu (bez usuwania szumów bo mi się nie chce redukować) z ostatniej nocy:









Dodam jeszcze że przy zjeździe do Santa Cruz była super widoczność, 3 najbliższe wyspy udało mi się zobaczyć. Wrzucam fotki poniżej ale zdjęcia z telefonu nie oddają prawdziwego uroku tego widoku. Może komuś uda się wypatrzeć Teneryfę.


piątek, 23 marca 2012

Jadalne modele planetoid - część druga


Próba wykonania planetoid w wersji amerykańskiej moim zdaniem (niektórym planetoidy smakowały, Lee nawet kazał się zacytować: "bardzo dobre te planetoidy") zakończyła się niepowodzeniem. Wniosek z całego eksperymentu jest taki: NASA jest dobra w wielu rzeczach, pisanie przepisów nie jest jedną z nich. Poniżej wrzucam parę fotek i wskazówek jak ulepszyć przepis.

Do ciasta polecam dodać sporo mąki, inaczej ciasto będzie zbyt płynne i planetoidy bedą bardziej przypomniać placki.
Przygotowaliśmy się porządnie, sprawdzając modele planetek do odwzorowania. Najdokładniejsze modele planetoid pochodzą z lotów sond kosmicznych w pobliżu planetoid. Pozostałe modele pochodzą z głównie obserwacji radarowych oraz modelowania krzywych zmian blasku. Niektóre planetoidy odwiedzone przez sondy to Gaspra (sonda Galileo), Ida oraz jej księżyc Dactyl (sonda Galileo), Itokawa (sonda Hayabusa), Lutetia (Rosetta), Eros (sonda NEAR Shoemaker), Vesta (sonda Dawn).

Do wykonania regolitu (warstwy zwierzałej skały często pokrywającej powieszchnie planetoid) użyliśmy nasion słonecznika. Kratery próbowaliśmy odwzorować przy użyciu widelców oraz innych dostępnych materiałów kuchennych. Regolit produkowany jest przez uderzenia makro i micro meteorytów w powieszchnie planetoid oraz inne procesy na przkład termiczne zmęczęnie materiału. Planetoida Eros posiada regolit do około 10 metrów głebokości.
Wstawiamy do piekarnika i czekamy. Polecem czekać wiecej niz wskanazane na stronach NASA 20-25 min, inaczej ciasto będzie nadal surowe wewnątrz. A te amerykańskie Ziemniaki na bank jakieś inne są :P
A to juz rezultaty:

Planetoida Braille.
Planetoida Eros. Model Erosa.
Planetoida Gaspra.
Planetoida Itokawa. Model Itokawy.
Planetoida Kleopatra.



W którą to stronę miało być?












Plantoida Mathilde.
















Planetoida Vesta. Model Vesty.



Jeszcze jedna Vesta.


wii oraz chicken curry na pocieszenie :)

poniedziałek, 19 marca 2012

Amerykański przepis na jadalne planetoidy


Przed moim seminarium w Helsinkach googlowałam informacje na temat zróżnicowanych planetoid (takich które podobnie jak Ziemia przeszły etap rozdzielania różnych materiałów tworząc rdzeń, płaszcz oraz skorupę). Natrafiłam na ciekawą stronę amerykańskiej agencji kosmicznej NASA - wersja dla dla dzieci :)))))  Stronka jest naprawdę fajnie zrobiona i polecam ją wszystkim z dzieciakami (lub potworami jak kto woli ;) ). Stronka nazywa się The Space Place i zawiera gry oraz zabawy astronomiczno-edukacyjne dla potworków. Szczególnie spodobało mi się wytwarzanie jadalnych planetoid, bo to bardzo podchodzi pod zakres moich zainteresowań. Przepis podaje poniżej (wersja orginalna tutaj).

Przepis na jadalne planetoidy.

Składniki:
800-1600 gram puree ziemniaczanego
200 gram sera cheddar (lub jakiego kolwiek innego żółtego sera)
50 gram masła lub margaryny
sól, pieprz
masło do wysmarowania formy.

Wykonanie:
Nastaw piekarnik na 190C. Wymieszaj wszystkie składniki razem. Jeśli ciasto jest zbyt suche dodaj odrobinę mleka, jeśli jest zbyt mokre odrobinę mąki. Rękoma uformuj planetoidy. Dla uformowania kraterów odciśnij swoje palce na powieszchnii planetoidy. Wysmaruj formę masłem. Umieść wszystkie planetody na formie, wstaw do piekarnika na 20-25 minut.

 
Obok: Przykładowe kształty planetek do odwzorowania.

Osobiście planuję przetestować przepis w środę kiedy to wrócę z obserwacji do Santa Cruz :) Dzisiaj bardzo nudne obserwacje prowadzimy, pomiary prędkości radialnych jakiś gwiazd podwójnych. Długie ekspozycje (czyli mało prawdziwej roboty) i niezbyt ciekawe (przynajmniej dla planetologa...) obiekty, ale taki life :) Następnym razem mam obserwacje z ślepym ofsetem, przynajmniej jakieś atrakcje będą :)

piątek, 16 marca 2012

Galaktyka Wir pokolorowana!

 W końcu znalazłam chwilę czasu na redukcję zdjęć z poprzedniego wpisu. Dorzucam więc dwie fotki. Pierwsza (w skali szarości) to złożenie fotek z wszystkich wspomnianych filtrów, a druga to pokolorowane filtry R (czerwony), g (zielony), B (niebieski).